Sześciopak – Maraton Piasków

Kategorie: 

Źródło: kadr YouTube

Ludzie w wieku około 40-50 lat pamiętają jeszcze takie czasy, kiedy Arabowie nie byli terrorystami, tylko malowniczymi postaciami z filmów przygodowych, mieli turbany, a nie kominiarki, zaś pustynia była romantyczna i wołała o przygodę.

Być może to dlatego właśnie wśród biegaczy tego pokolenia Maraton Piasków budzi takie emocje i skojarzenia, być może dlatego jest imprezą legendarną i tak działającą na wyobraźnię.

To bieg - ikona nie tylko z powodu walorów sportowych, bo wcale nie bywa najtrudniejszym biegiem na świecie, ale także z powodu obecności w mediach: transmituje go Eurosport, filmy o nim realizuje Discovery, pojawia się w licznych relacjach internetowych.

Jest też wielce ważny we francuskich mediach publicznych, jako że rozgrywany w tradycyjnie francuskim Maghrebie i francuscy ultra biegacze mają tam prawdopodobnie największy udział. Promocja robi więc swoje, bieg jest medialnie piękny i romantyczny dla obserwatorów.

Marathon des Sables to tak naprawdę 6 biegów, z których najdłuższy, rozgrywany w ciągu dwóch dni, ma około 80 kilometrów, a najkrótszy – kilkanaście. Jeden z etapów zawsze ma dystans maratoński. Bieg rozgrywany jest na piaskach Sahary, w południowej części Maroka. Trasa łącznie ma zawsze około 250 kilometrów, zmienna co do swojego przebiegu, ze względu na zawirowania geopolityczne między innymi.

Zazwyczaj w biegu startuje około 1000 biegaczy, choć wpisowe wynosi 3100 EUR dla biegacza indywidualnego, 3200 EUR dla członków zespołów. Rozegrano jak do tej pory 31 edycji tego biegu. Zdarzały się wypadki śmiertelne, głównie związane z odwodnieniem, pomimo tego, że nad bezpieczeństwem uczestników czuwa wielki sztab medyczny.

Swoją drogą, jeśli medycy stwierdzą na punktach kontrolnych odwodnienie, oprócz podłączenia do kroplówki, dostajesz dwugodzinną karę czasową. Drugi przypadek odwodnienia lub jakiejkolwiek intensywnej pomocy medycznej – oznacza dyskwalifikację. Przekaz jest jasny - dbaj o siebie, bo tu można umrzeć.

Dyrektorem biegu jest legendarny ultras Patrick Bauer, który wpadł na pomysł tej imprezy w 1984 roku, kiedy samotnie przemierzył 350 kilometrów saharyjskich pustkowi, z dala od wiosek, oaz i wszelkiego zycia. Pierwszy bieg pod szyldem Martahon des Sables zorganizowano w 1986 roku i wystartowało w nim 23 śmiałków.

Bieg jest z definicji biegiem wytrzymałościowym, realizowanym w formule „samowystarczalnej”, co oznacza, że na plecach należy nieść wszystko, co może być niezbędne podczas takiej przygody. Lista sprzętu obowiązkowego jest długa, a wśród przedmiotów pierwszej potrzeby jest na przykład pompka do jadu skorpiona. Niezbędnik jest rygorystycznie sprawdzany podczas odprawy technicznej przed biegiem. Organizatorzy zapewniają wodę i namioty na punktach kontrolnych, plus oczywiście wspominaną już pomoc medyczną.

Sprawdzana jest też żywność – podczas całego biegu musisz zapewnić sobie 14000 kalorii. Jeśli podczas kontroli nie udowodnisz, że masz ze sobą co najmniej 2000 kalorii na dzień biegowy – dostajesz 2 godziny kary czasowej.

Polacy pojawili się w tym ikonicznym biegu stosunkowo niedawno. Pierwszy był Stefan Stefański w 2001 roku – zajął świetne 18 miejsce. Potem pojawili się kolejni polscy biegacze, a w 2015 roku biegł już polski sześcioosobowy zespół. Najlepiej poradził sobie Michał Głowacki, który finiszował na 14 pozycji.

 

W tym roku, w kwietniu, pobiegło dwóch Polaków: ponownie Michał Głowacki i debiutant w tym biegu, Bartosz Mejsner. Pierwszy z nich ukończył bieg na 18 miejscu, drugi zajął 302 pozycję.

Warto dodać, że Michał Głowacki osiągnął w 2016 roku doskonałe wyniki podczas biegu Wings for Life (biegł w Cambridge) - 55 miejsce wśród mężczyzn w rankingu światowym i 2 miejsce w rankingu krajowym. Przebiegł 58,49 km.

 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen

Skomentuj