Nowy sezon F1 - nowe szaty cesarza?

Kategorie: 

Źródło:

Formuła 1 się zmienia. Zmiany widoczne są gołym okiem w postaci trochę bardziej kwadratowych bolidów, trochę bardziej okrągłych opon, nowych twarzy w kręgach zarządzających (zarabiających). Ba, nawet tory są nowe!

Sezon 2017 miał przynieść niemal rewolucję. Miało być szybciej, bardziej efektownie i dynamicznie jak nigdy. Miało być, że strategia to nie tylko zmiany opon i czekanie na milimetrowy albo milisekundowy błąd przeciwnika.

No i powiedzmy sobie szczerze – ten sezon na razie nie przyniósł rewolucji. No dobra, jest szybciej, ale wszyscy mają szybciej, no to nic nie widać, że szybciej.

W Melbourne wygrał Vettel. W Chinach – Hamilton. Karty rozdają nadal te same stajnie i nazwiska. Paradoksalnie – zwiększone rozmiary bolidów spowodowały, że wyprzedzanie stało się wręcz trudniejsze, bo… na zakrętach ciężko przejechać obok siebie dwóm samochodom. Tory są za wąskie. Nie mieszczą się.

Opony zmienia się tak samo, a największą atrakcją komentatorską są dywagacje, kto kiedy zjedzie na pit-stop i czy już zmienił na bardzo klejące gumy, czy jeszcze nie. Dalej bez zmian.

Aj, przepraszam, dobra – Vettel się kontrowersyjnie ustawił na starcie, tak trochę krzywo. A Verstappen znowu pogonił kota z miejsca 16 na 6, wyprzedzając jak szalony wlokące się ogony mistrzowskiej stawki. To było fajne. Trzeba mieć nordyckie kohones, żeby się tak na starcie ustawić.

Zmianę widać jak na razie w podejściu do Królowej Sportów Motorowych. Alonso zapowiedział, że nie pojedzie w GP Monako. Nie pojedzie i już. Bo woli jechać w Indy 500, czyli serii amerykańskiej co to polega na tym, że się jedzie w kółko. Zygzak Mak Kłin tak robił.

Ma ta decyzja podwójne dno: pierwsze to fakt, że Alonso jest nieszczęśliwy w marnym McLarenie i nieszczęśliwy w F1. Drugie dno: Formuła 1 idzie do USA i trzeba sobie zacząć tam robić nazwisko. Prestiż F1 spada. Przenosi się środek ciężkości. Tory się prostują, bo kibic amerykański nie lubi jak jest za dużo zakrętów. Tyle liczenia…

No i na dodatek władze Malezji powiedziały, że nie chcą już u siebie GP, bo powoduje to ogromne koszty i się nie zwraca. Zarabiają tylko włodarze F1. To nie jest dobry biznes - dociągną kontrakt do końca, bo tak trzeba, a potem dzięujemy.  Amerykanie zrobili sobie miejsce na dodatkowy weekend za oceanem.

To dopiero początek sezonu. Wszystko się może zdarzyć, chociaż wiele wskazuje na to, że na pewno nie zdarzy się obiecywana rewolucja.

 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen

Skomentuj