Marzec 2017

Nie żyje John Surtees, mistrz Moto GP i Formuły 1

W wieku 83 lat zmarł wczoraj w Londynie angielski kierowca wyścigowy, John Surtees.

Surtees zapamiętany zostanie przede wszystkim jako jedyny kierowca w historii o motoryzacji, któremu udało sie zdobyć jednocześnie tytuły mistrza wiata MotoGP oraz Formuły 1. W świecie  dzisiejszej specjalizacji, zapewne taki wyczyn nie będzie łatwy do powtórzenia.

Swój pierwszy tytuł Surtees zdobył na motocyklu 500ccm w roku 1956. W sumie mistrzem świata MotoGP został cztery razy, w tym raz w dwóch kategoriach: 500ccm i 350ccm.

Po sukcesach w ściganiu na motocyklach, Surtees przeszedł do Formuły 1. Rozpoczynał karierę w zespole Lotusa, aby zdobyć mistrzostwo świata w roku 1964 w zespole Ferrari. Karierę sportowa zakończył w roku 1972.
Potem jeszcze był ciagle obecny w świecie wyścigów i sportów motorowych jako właściciel swojego zespołu, który startował w F1 do roku 1978. Surtees brał udział również z wyścigach na torze Le Mans w barwach Ferrari oraz Lola Cars.

Trzeba wspomnieć, że sport nie zawsze przynosił mu tylko radość. W roku 2009 na torze Brands Hatch zginął 18-letni syn Surteesa, Henry.

John Surtees, za swój wkład w brytyjską szeroko rozumianą kulturę, został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego (orderem w stopniu komandorskim, CBE).


Historyczna remontada i awans Barcelony

Niezależnie od kontrowersji, sporów i burzliwych dyskusji - przyszłe pokolenia mogą zadrościć nam, że widzieliśmy ten mecz na żywo!

Zwycięstwo Barcelony nad PSG w dwumeczu było pozornie poza zasięgiem. Jednak, jak pisaliśmy przed meczem, http://tosport.pl/wiadomosc/zbita-barcelona-ma-dzis-szanse-na-rewanz , Barca to drużyna, która jest w stanie wygrać każde spotkanie. Wczorajszy mecz rozegrała spokojnie, metodycznie, profesjonalnie. Nie obyło się bez emocji, nurkowania Suareza, aktorzenia Neymara, ale przyznać jednak trzeba, że katalońska maszyna miała plan na zycięstwo i zrealizowała ten plan niezwykle skutecznie. Chociaż - rzutem na taśmę.

Oczywiście, pewnie tak jest, że na wynik wpłynęły decyzje sędziów. Oba karne podyktowane zostały za takie przewinienia, że równie dobrze karnych mogło by nie być. Nikt nie miałby do sędziów pretensji, gdyby odpuścili. To znaczy, pretensje mieliby ci drudzy Wink

Barcelona w ciągu ośmiu minut zdobyła 3 gole i awansowała do ćwierćfinału Ligi Mistrzów ogrywając PSG 6:1. To wynik nieprawdopodobny, zważywszy na to, że poprzedni mecz grał jakiś cień Barcelony. To pierwszy przypadek w historii europejskich rozgrywek, gdy odrobiona została tak wielka strata.

Hiszpańskie media piszą o "irracjonalnej remontadzie", o cudach, a także o wielkiej wierze, która w grze Barcelony widoczna była praktycznie od pierwszego gwizdka do ostatniej chwili spotkania. Oni wiedzieli, że wygrają, byli o tym przekonani i nie odpuszczali.

A przecież wielokrotnie widzieliśmy już w innych meczach, gdy Barcy nie szło, jak zawodnikom puszczają nerwy, jak gwiazdorzą gwiazdy, jak fochy idą nosem dookoła. Wczoraj czegoś takiego nie było.

Zawodnicy Barcelony pokazali, że są warci tych setek milionów euro, które stoją za kontraktami.

 

 

 


Pełzająca sprawiedliwość w sprawie Johaug

Therese Johaug, norweska biegaczka narciarska, która ostatnio znana jest głównie z afery ze stosowaniem sterydów, otrzymała ostatnio nieciekawą informację od Międzynarodowej Federacji Narciarskiej.

Okazuje się, że komisja antydopingowa FIS, po przeanalizowaniu dokumentacji przypadku Johaug, zdecydowała o odwołaniu się od decyzji Norwerskiej Federacji Sportu, która nałożyła na sportsmenkę karę jedynie 13 miesięcy dyskwalifikacji, aby umożliwić gwieździe start w igrzyskach olimpijskich.

Komisja FIS nie dała wiary naiwnym tłumaczeniom Johaug, jakoby ta nie przeczytała napisu na opakowaniu kremu na oparzenia słoneczne i nieświadomie przyjęła dawkę clostebolu. Działaczom wydało się podejrzane, że mistrzyni naiwnie użyła substancję wyraźnie oznakowaną jako niedozwoloną. Tym bardziej, że krem kupiony był za granicą i czujność zawodniczki powinna być wzmożona.

Bez  bezpośrednich dowodów nie można jednak stwierdzić premedytacji w działaniu Johaug. Dlatego też FIS prawdopodobnie odwoła się od decyzji lokalnych działaczy norweskich i stwierdzi, że postępowanie Johaug mogło być przypadkowe, ale surowiej należy ocenić stopień zaniedbania na tym poziomie sportowym.

Wszystko wskazuje na to, że pośrednio wina Johaug zostanie potwierdzona i dyskwalifikacja będzie ostatecznie dłuższa, a to z kolei przekreśli szansę kolejnego brudnego sportowca na psucie Olimpiady.

 


Najważniejszy od wielu lat mecz Napoli już dziś!

"Nie jesteśmy faworytem, ale chcemy powalczyć" - powiedział w telewizyjnym wywiadzie bramkarz Napoli Pepe Reina.

Dziś piłkarze włoskiej dryżyny zmierzą się na swoim stadionie z piłkarskimi robotami z Madrytu. Real przyjedzie przypieczętować swoje zwycięstwo w tej rundzie rozgrywek Ligi Mistrzów. Wygrana 1-3 na Sanatiago Bernabeu to naprawdę świetny zadatek.

Ale cały Neapol wierzy głęboko w swoją drużynę, media podkręcają atmosferę, komentatorzy nakręcają się nawzajem. Podgrzewa się też atmosfera poza meczem, bo po ostatniej porażce Napoli z Realem doszło do otwartego konfliktu pomiędzy prezesem a trenerem włoskiej drużyny. Aurelio De Laurentiis, prezes Napoli, otwarcie skrytykował w mediach metody szkoleniowe Sarriego.

Real, wiele na to wskazuje, zagra bez Garetha Bale'a, który nie ukończył ostatniego treningu przed dzisiejszym meczem. To poważne osłabienie, ale raczej nie krytyczny brak dla hiszpańskiej maszyny.

Mecz już dziś wieczorem i widowisko będzie na pewno pasjonujące, bo o ile w Hiszpanii piłka nożna to pasja i styl życia, o tyle we Włoszech futbol to... religia.

 


Zbita Barcelona ma dziś szansę na rewanż

Dziś odbędzie się mecze rewanżowy 1/8 finału Ligi Mistrzów pomiędzy Paris Saint-Germain i FC Barcelona.

Po dotkliwej porażce katalońskiej maszyny do wygrywania (zacinającej się nieco w ostatnich czasach), dziś drużyna z Messim, Neymarem i Suarezem ma szansę odegrać się i pokonać Francuzów. Generalnie to będzie trudne, bo ostatni mecz zakończył się wynikiem 0-4 dla PSG. To oznacza, że Barcelona musi wspiąć się na szczyty formy i talentów swoich supergraczy, aby wskoczyć na kolejny poziom rozgrywek. Mecz można wygrać, ale turniej stracić.

Barcelona to drużyna, która potrafi wygrać każde spotkanie. Jeszcze kilka lat temu wystarczyła dobra forma Leo Messiego, aby gole sypały się jak z rękawa. Czy dziś uda się taki wyczyn? Szanse sa małe, bo Barca to już nie aż tak silny zespół, a forma czołowych piłkarzy jest różna.

Na pewno czeka nas arcyciekawe widowisko, warte oderwania się na półtorej godziny od codzienności.

Ciekawy jest też fakt, że w kadrze meczowej PSG znalazł się Krychowiak, któremu nie wiedzie się okrutnie w Paryżu. Dziennikarzez francuscy są zgodni, że piłkarz z Polski jest za słaby to tak silnej drużyny i że nie zobaczymy go dziś na boisku...

 


Wiadro medali w Belgradzie

Polska reprezentacja na Halowych Mistrzostwach Europy w Belgradzie przywiozła do kraju aż 12 krążków i wygrała klasyfikację medalową tej imprezy.

Mistrzostwa rozegrane w ostatni weekend w Belgradzie były najlepszą imprezą lekkoatletyczną dla Biało – Czerwonych od 1973 roku. Polacy zdobyli siedem medali złotych, jeden srebrny i cztery brązowe – i trzeba to powiedzieć jasno: jesteśmy najlepsi w Europie!

Oczywiście jednym na najbardziej spektakularnych osiągnięć jest złoto Konrada Bukowieckiego, który ustanowił fenomenalny rekord Polski, rzucając stalową kulę na odległość 21,97 metra.

Tego samego dnia złoto wywalczył też Marcin Lewandowski w biegu na 1500 metrów. Biegowe sukcesy sypały się jak… złoto. Niedługo potem brąz na takim samym dystansie wygrała 21-letnia Sofia Ennaoui, fantastyczna młoda biegaczka, o której na pewno jeszcze nie raz usłyszymy przy okazji większych imprez.

Dwa medale udało się też Polakom uzyskać na dystansie 400 metrów: Justyna Święty przywiezie do domu krążek brązowy, a Rafał Omelko srebrny.

Następnego dnia biegacze szaleli  nadal. Rozpoczął Adam Kszczot złotem na dystansie 800 metrów – a to niezwykle wymagająca konkurencja. Złotem okryły się też polskie sztafety 4x400 metrów, wśród kobiet Patrycja Wyciszkiewicz, Małgorzata Hołub, Iga Baumgart i Justyna Święty, a także panowie: Kacper Kozłowski, Łukasz Krawczuk, Przemysław Waściński i Rafał Omelko. Dodać trzeba, że Panie ustanowiły rekord Polski – 3.29,94.

Nie ma halowych imprez bez Ewy Swobody – 19 latka, która największe sukcesy ma jeszcze przed sobą, a już jest uznaną marką na krótkich dystansach, wraca do domu z brązowym medalem za bieg na dystansie 60 metrów – tu nie obyło się bez wielkich emocji, bo Ewa była przekonana, że spaliła start.

Dodajmy jeszcze na koniec medale w pozostałych konkurencjach: Piotr Lisek zdobył złoto w skoku o tyczce, Sylwester Bednarek w skoku wzwyż, a medal brązowy w skoku o tyczce wiezie do domu Paweł Wojciechowski.

Czapki, proszę Państwa, z głów!

 


Tesla P100D – najszybszy odkurzacz świata

Jeszcze niedawno samochody napędzane częściowo lub całkowicie za pomocą silników elektrycznych były ciekawostką i raczej kuriozum w świecie zdominowanym przez turbodoładowane lub wolnossące  silniki spalinowe. Widoczne to było w szczególności w sportach motorowych.

Żyjemy jednak w czasach, gdy zmienia się wszystko – od układów geopolitycznych, aż po pojęcie nowoczesności w ściganiu na torach i bezdrożach.

Wiadomo dość powszechnie, że liderem elektryfikacji świata motorowego jest Elon Musk, wizjoner, biznesmen, trochę pewnie wariat, który stoi za marką motoryzacyjną Tesla. Słyszy się też sporo o problemach finansowych firmy, o kończącej się gotówce i o konieczności zbudowania samochodu dla mas, aby sprzedaż bieżąca finansowała innowacyjność. Na razie Tesla strzela jednak w inny segment, a innowacyjność ma się dobrze.

Oto niedawno stajnia Tesli pokazała światu model  P100D, który jest pojazdem przygotowanym do serii Electric GT 2017. Samochód ten, będący odświeżoną  wersją prototypu SP85+, osiąga na torach wyścigowych niesamowite rezultaty. Po kompletnym przebudowaniu nadwozia, zmniejszeniu wagi o około 450kg, podkręceniu mocy silnika do 778KM, co jest osiągnieciem niezwykłym dla napędu elektrycznego, uzyskano przyspieszenie rzędu 2,1 sekundy do 100 km/k (60 mil/h).

Seria Electric GT ruszyć ma we wrześniu tego roku, jednak zachwyt nad osiągami bolidu studzi nieco fakt, że P100D ma zasięg zaledwie… 37 mil (co daje zaledwie około 60 kilometrów).

Przyznać trzeba, że dużo jeszcze jest do zrobienia, prawda?

Na filmie poniżej, wyszperanym na YouTube, można zobaczyć pojedynek słabszego brata modelu P100D (SP100D) z Ferrari 488GTB.


Artur Boruc kończy karierę w reprezentacji

W modny ostatnio trend kończenia karier sportowych wielokrotnie - wpisał się polski bramkarz Artur Boruc.

Piłkarze, tak jak i inni sportowcy, lubia być na świeczniku i lubią, gdy się o nich pisze duuużo. Niekoniecznie nawet dobrze, byle dużo.

Artur boruc postanowił więc podzielić się ze światem wiadomością, że kończy karierę... w reprezentacji Polski.

Podanie swoje umotywował stanem zdrowia (bez szczegółów) oraz podeszłym wiekiem. W to drugie jesteśmy w stanie uwierzyć, bo jakoś tak faktycznie wygląda te swoje trzydzieści parę lat, a wiadomo strzałka czasu ma swój kierunek i leci. Wspomniał też o spokoju ducha swoim i swojej rodziny, co już nie jest takie oczywiste.

Boruc wystąpił w kadrze 64 razy. Miał swoje dobre i złe momenty. Był odsuwany od występów w reprezentacji przez Beenhakkera i Smudę za - powiedzmy to oględnie - mało sportowy tryb życia. Ostanio nazwisko bramkarza pojawiło się również w nieciekawym kontekście jesienią 2016 roku. Może to o taki spokój ducha chodziło, że chłop chce się wreszcie spokojnie jak Polak nawalić w samolocie.

Zapewnie niedługo odbędzie się, uzgodnione z  AFC Bournemouth zakończenie kariery piłkarskiej wogóle.

Nie mniej jednak, mimo nieco uszczypliwego tonu tej krótkiej notatki, lubimy Artura Boruca, wychowanka siedleckiej Pogoni. Życzymy spokojnej "reprezentacyjnej" emerytury i fajnej zabawy w klubie, zanim kariera zakończy się definitywnie. To chyba jeden z najbardziej niespełnionych polskich piłkarskich talentów, osobowość niepokorna i zadziorna, a ludzi z takim anturażem, jeśli można tak powiedzieć, to dziś już jest niewielu.

 

 


Rusza nowy sezon F1

Medialny ruch, który powoli zaczyna startować wokół bolidów F1 zapowiada rychły początek nowego sezonu.

A sezon to będzie nie byle jaki, bo zmian w bolidach jest wiele - by wspomnieć tylko mocniejsze silniki, zwiększoną wagę samochodów, zmienione parametry docisku aerodynamicznego. To wszystko ma pozwolić na szybszą jazdę, większe prędkości na zakrętach, a więc o wiele więcej atrakcji dla kibiców. Czasy okrążeń mogą być lepsze nawet o 5 sekund!

Oczywiście zmiany dotyczą również zasad rozgrywania wyścigów - wraca tankowanie, a wiec zwiększona będzie znacznie dramaturgia ścigania. Z pewnością będzie to coś więcej niż tylko strategia doboru opon i prędkości zmiany kół.

Wspominane wielokrotnie przemiany właścicielskie i zarządcze, do których doszło w świecie F1, zapewne nie objawia się mocno już w tym sezonie, jednak można się spodziewać, że w trakcie roku wyścigowego będziemy otrzymywać coraz więcej wiadomości na temat tego, jak przebudowana zostanie obecność F1 w mediach od sezonu 2018. A zmiany mogą być epokowe.

Jak na razie rozpoczęły się testy samochodów przed nowym sezonem i wydaje się, że początek ścigania w 2017 roku należeć będzie do Mercedesa. Podczas jazd próbnych w Barcelonie to właśnie niemiecka stajnia uzyskiwała najlepsze czasy. Ciekawe czy Mercedes zdoła utrzymać przewagę w kolejnych miesiącach, bo przecież pozostałe ekipy nie śpią i też będą wyciągać wnioski z poszczególnych sesji wyścigowych.

Niemiecki akcent mieliśmy również kilka dni wcześniej na torze Fiorano, gdzie Sebastian Vettel z nordycką precyzją rozbił bolid Ferrari. Nikomu nic się nie stało, jednak testy trzeba było przerwać ze względu na brak części zamiennych na miejscu. Początek to taki trochę pechowy, ale może nie przeniesie złych energii na kolejne pracowite miesiące.

Co ciekawe -  a warto o tym powiedzieć, większe silniki stosowane w tym roku dają też o wiele ciekawsze doznania dla uszu. Słychać to na nagraniach z sesji treningowych. Dźwięk jest znowu potężny, nie przypomina odkurzacza lub trabanta, jak to miało miejsce w sezonie 2016. Można więc znowu cieszyć ucho potężnym rykiem silników, który zawsze elektryzował fanów Królowej Sportów Motorowych.

Sezon zapowiada się naprawdę ciekawie i odświeżająco po nudnawych, skostniałych i skorumpowanych rządach Ecclestona.