Styczeń 2017

F1 - bez DRS, ale za to na ulicy i w goglach VR?

Ciekawostki ze świata Formuły 1 nabierają kolorów i kształtów.

Nowy prezes F1, Chase Carey, były szef 21st Century Fox, powiedział w wywiadzie dla zachodniej prasy, że Formuła 1 nie wykorzystuje swojego potencjału. Zarzucił poprzednim władzom, że nie wykorzystywały dostatecznie energii swoich fanów. Trudno nie zgodzić się z tym faktem, patrząc jak tysiące ludzi siedzą na odległych trybunach w słońcu, deszczu, widując swoich idoli tylko przez ćwierć sekundy w przemykających samochodach albo w przypadku kraks. Tymczasem padoki, garaże, ciekawe eventy zastrzeżone były przez Ecclestona dla towarzystkiej śmietanki i takich jak on miliarderów.

Chase wspomniał także o niekorzystnych umowach sponsorskich i generalnie o nudzie wyścigów. Być może dlatego mówi się o zwiększeniu liczby startów w sezonie, wprowadzeniu dodatkowego wyścigu ulicznego (prawdopodobnie w USA), zapowiada się większą obecność w mediach społecznościowych, wreszcie wprowadzenie technologii Virtual Reality do transmisji - oto to misja i wizja nowego szefa.

W zestawieniu ze skostniałym umysłem Ecclestona, zastopionego w karbonicie gdzieś pod koniec lat 70-tych, może to zwiastować faktyczną rewolucję.

Niesłychanie ciekawa była również wypowiedź nowego szefa technicznego F1, Rossa Brawna, któy stwierdził, że... nie jest zwolennikiem systemu DRS, bo co to za zabawa, gdy kierowca wie, że wystarczy nacisnąć guzik i to jest całe wyprzedzenie rywala.

Brzmi to rewolucyjnie, ale być może za sprawą takiego właśnie podejścia nowych właścicieli F1 zobaczymy znowu emocje, wyprzedzanie, prawdziwe ściganie, a nie tylko strategię zmiany opon i chytre blokowanie po zjechaniu samochodu bezpieczeństwa.

Oby tak się stało, bo królowa sportów motorowych ma się obecnie fatalnie - wieje z niej nudą i powtarzalnością, a jedyne emocje polegają na liczeniu sekund przy zmianie koła.

Zmiany zapewne zobaczymy dopiero od sezonu 2018/2019, a jak na razie F1 straciła jeden zespół - wycofanie się z rywalizacji zapowiedział Team Manor.

 

 


F1 - koniec epoki, koniec dyktatury, koniec świata...

Bernie Ecclestone został zwolniony z funkcji szefa Formuły 1. Tak, zwolniony. Podziękowano mu wreszcie!

Znany wielbiciel Adolfa Hitlera, 86-letni miliarder trzęsący światem Formuły 1 od lat siedemdziesiątych, zakończył swoją przygodę z tym sportem. Oczywiście jest to naturalną konswkwencją sprzedaży praw do F1 na rzecz amerykańskiego koncernu medialnego Liberty Media. Ecclestone będzie pełnił już tylko rolę "honorowego prezesa".

Od tego roku królowa sportów motorowych ma nowych zarządców. Jest to swego rodzaju medialno - sportowy triumwirat: Ross Brawn, były szef Mercedesa, będzie odpowiadać za sprawy sportowe i techniczne, Sean Bratches, były szef stacji ESPN, będzie zajmowac się sprawami organizacyjnymi i komercyjnymi, natomiast funkcję prezesa objął Chase Carey, dawniej szef 21st Century Fox.

Jak się można domyślać - obsadzenie w ścisłym kierownictwie potężnych osób związanych z mediami, będzie zapewne wytyczać kierunek rozwoju F1 w najbliższych latach. Ross Brawn to też pewien symbol technologicznej odwagi i "zrozumienia" dla wymagań zespołów, realiów technicznych i zasad zmagań sportowych w świecie motorowym.

Obok zmian technologicznych, których możemy oczekiwać w sezonie 2017, zmiany właścicielskie zapewne będą kolejnym motorem napędowym tego wspaniałego sportu. Zapewne więcej rewolucji medialnych przyniesie kolejny sezon, bo kalendarz obecnego jest już przecież rozpisany, a umowy dawno podpisane.

Z pewnością F1 zmieni się nie do poznania. Czy będzie to zmiana na lepsze - przekonamy sie juz wkrótce.


Czy sportowcy potrafią czytać?

Wiele emocji pozasportowych dostarcza toczący się aktualnie w Oslo proces biegaczki Therese Johaug.

Szwedka została w październiku 2016 roku oskarżona o stosowane dopingu - w jej organiźmie wykryto środek o nazwie clostebol, który jest twardym sterydem anabolicznym. Substancje takie są oczywiście zakazane w świecie sportu, a ich przyjmowanie traktowane jest jako przestępstwo. Tłumaczenia Johaug, jej sławana zalana łzami konferencja prasowa, wskazywały na winę lekarza sportowego, który podał jej krem o nazwie "Trofodermin", stosowany na oparzenia słoneczne warg. To oczywiście częsta przypadłość wśród zimowych sportowców i nic w tym dziwnego.

Johaug utrzymuje, że zastosowała krem z polecenia swojego lekarza, który nie doczytał, biedak, że specyfik zawiera niedozwolone substancje. Takie tłumaczenia sa oczywiście wyszydzane przez część mediów i wielu sportowców, bo - po pierwsze - od tego jest lekarz, aby wiedzieć co podaje swoim pacjentom, a po drugie - opakowanie tej maści składa się głównie z ostrzeżenia, że zawiera składniki uznane za DOPING. Dużymi literami i na czerwono, jak można zobaczyć na zdjęciu w nagłówku tego artykułu.

Cała zabawa Johaug i jej prawników polega obecnie na tym, aby czas dyskwalifikacji był krótszy niż 16 miesięcy - lobbują więc za wyrokiem 14-miesięcznym, ponieważ w przypadku dyskwalifikacji dłuższej Johaug nie mogłaby wziąć udziału w zimowiej Olimpiadzie w roku 2018. A to z kolei będzie pewnie oznaczało koniec jej kariery. Czy to zła opcja? Pewnie nie, dla każdego kto wierzy, że sport powinien być czysty i oczywisty.

Naiwne tłumaczenia, że Johaug wzięła to, co przepisał jej słąbo oczytany doktor to ewidentny wykręt i kłamstwo. Cały sportowy świat przekonany jest, że Johaug brała steryd świadomie i w celu osiągnięcia sportowych korzyści. Zapewne tak samo, jak większość chorych sportowców - astmatyków.

Wiele wskazuje jednak na to, że linia obrony przyjęta przez prawników Johaug może doprowadzić nie tylko do skrócenia kary, ale także do całkowitego uniewinnienia oszustki. Spora część mediów w Norwegii na przykład jest zaskoczona tak jednolitą i spójną obroną Johaug.

Czy to dobrze dla sportu, że tacy ludzie uchodzą cało z tego rodzaju opresji? Czy to wogóle jest tak, że istnieje jeszcze na poziomie mistrzowskim czysty sport? A może to jest tak, że biorą wszyscy, a tylko niektórzy pechowo wpadają?

Każdy, kto uprawiał sport wie, jak ciężko jest dojść do poziomu mistrzowskiego. Ile kosztuje to pracy, krwi, potu łez i wyrzeczeń. Dla większości  jest to nieosiągalne. Nawet sport na poziomie zaawansowanego amatorstwa to skakanie w przepaść. Ludzie tacy jak Johaug to zakała. Powinni być eliminowani bez litości.

Trzymamy kciuki za otwarte oczy szwedzkiego wymiaru sprawiedliwości.

 


24 godziny w Dubaju trwało dla Kubicy... godzinę

Robert Kubica nie miał niestety szczęścia w 24-godzinnym wyścigu w Dubaju. Pojeździł ledwie godzinę.

Polak zaliczy w ten sposób pierwszy start w 2017 roku, ale niestety, seria awarii i kraks zmusiła zespół do wycofania samochodu z rywalizacji.

Kubica wykręcał niezłe czasu, wyraźnie wybijając się ponad innych kierowców zespołu. Na torze panował jednak spory tłok, a to uniemożliwiało praktycznie swobodne przejechanie szybkiego okrążenia bez wyprzedzania innych samochodów, co oczywiście wpływa na czasy okrążeń.

Samochód Kubicy miał problem z hamulcami, elektroniką, przepustnicą, a wreszcie z rozbitym przez jednego z rywali tyłem pojazdu. Coraz dłuższe wiyty w boksie spowodowały, że Porsche  991GTR3 zostało wycofane z wyścigu.

Warto wspomnieć, że trzecie miejsce wywalczył zespół Black Falcon (jadący samochodem Mercedes AMG GT3), którego jednym z kierowców był Michał Broniszewski. Stracili do zwycięzców ledwie 3 okrążenia. Wygrał Zespół Herberth Motorsport, który w ciągu 24 godzin pokonał 578 okrążeń toru w Dubaju.

Bardzo miłym i ciekawym polskim acentem tego wydarzenia był udział Polki, Małgorzaty Rdest. Jej zespół, Zest Racecar Engineering, w klasie TCR  zajął trzecie miejsce. Przez 24 godziny przejechał 483 okrążenia.

 


Zmiany w F1 i moralnie nieciekawa masa

Zapowiadane rotacje personalne w Formule 1 nabierają kształtów i tempa.

Wydaje się być potwierdzone przejście Bottasa do Mercedesa. Fiński kierowca zastąpi Nico Rosberga, który po zdobyciu mistrzostwa świata nieoczekiwanie zrezygnował z dalszej karery, wprawiając w konsternację swoich pracodawców. Mercedes trochę chyba rozpaczliwie poszukiwał opcji zastąpienia Niemca w taki sposób, aby w szatniach i garażach zmieściło się ego Lewisa Hamiltona. Szefowie zespołu pogodzili sprawę, zatrudniając niezbyt utalentowanego, ale dość solidnego Bottasa właśnie, który pewnie będzie grzecznie robił, co mu zepół nakaże.

Tym samym Hamilton wydaje się być jedynym kandydatem do fotela numer jeden w Mercedesie, a więc jedynym kandydatem do tytułu mistrza świata w następnym sezonie, o ile Mercedes nadąży za nadchodzącymi zmianami technologicznymi i pozostanie poza zasięgiem rywali.

Niemiłą, naszym osobistym zdaniem, niespodziankę sprawił Felippe Massa, który po odejściu na emeryturę, rzewnym pożegnaniu w deszczu, nagle zdecydował się na powrót i trochę zepsuł swoją legendę. Szczegół kontraktu pozostają oczywiście nieznane, ale można sobie wyobrazić, że czynnik ekonomiczny miał tu wielkie znaczenie.

Wielki sportowiec powinien wiedzieć, kiedy i jak odejść - Massa spaprał to odejście straszliwie.

Kolejną zmianą, trochę w drugim szeregu, jest przejście Pascala Wehrleina, zapasowego kierowcy Mercedesa, do Teamu Sauber. Był on wymieniany jako jedna z opcji zastąpienia Rosberga właśnie w Mercedesie. Decyzja to trochę zaskakująca, bo wydawało się, że niemiecki zepół zrobi wszystko, aby mieć niemieckiego kierowcę na torze.

Nowe rozdanie zbaczymy w akcji już 26 marca podczas Grand Prix Australii.


Kapustka to jednak ma pecha...

Naprawdę z ogromnym sentymentem traktujemy perypetie polskiego młodego talentu, Bartosza Kapustki, po jego transferze do Leicester. Pechowym ptransferze, trzeba dodać.

Kapustka niedawno miał okazję pojawić się w oficjalnym składzie Lisów - zagrał bardzo krótko (wszedł w 84 minucie) w meczu Pucharu Anglii z Evertonem. Leicester wygrało mecz 2:1, a Kapustka zaprezentowal się nieźle i wywalczył... dla siebie żółtą kartkę.

Polak uwięziony jest na pięcioletnim kontrakcie z tytularnym, ale mocno kulejącym Mistrzem Anglii. Na dodatek ostatnio pojawiła się wiadomość, że Leicester zdecydowało się na zatrudnienie Jonathana Cafu, Brazylijczyka,  który może okazać się bezpośrednim rywalem Polaka w walce o miejsce w składzie.

Jak widać piłkarska droga Bartosza Kapustki nie jest łatwa, a decyzje działaczy i managerów utrudniają rozwinięcie tak dobrze zapowiadającej się kariery. Oby sprawy wyprostowały się, bo talent to spory i warto, aby szlifował się na murawie, a nie na plastikowych ławkach rezerwowych drużyny młodzieżowej.

A z Cafu łatwo nie pójdzie.

 

 


Kłamczuch Massa

Felipe Massa, który zapadł w pamięć fanów i kibiców F1 dzięki spektakularnemu i dramatycznemu pożegnaniu z karierą, wycofał się nieoczekiwanie z planów startowych w elektrycznej Formule E.

Jak donoszą media, spowodowane może to być propozycją, którą Massa miał dostać od Teamu Williams - podobno ekipa Williamsa zaproponowała Massie 6 milionów euro za zastąpienie Bottasa. Valtteri Bottas, jak mówią z kolei liczne plotki, ma obsadzić pusty fotel Nico Rosberga w zespole Mercedesa.

Williams, jeśli odejście Bottasa ostatecznie się potwierdzi, zostanie z jednym kierowcą i to na dodatek debiutantem, Kanadyjczykiem Lancem Strollem, co oczywiście jest opcją fatalną dla zespołu. Zdecydowanie potrzeba tu doświadczonego kierowcy, który będzie potrafił dać zarówno dobre tempo w bolidzie jak i wprowadzić nowicjusza w arkana ścigania i tajniki tego sportu, podzielić się doświadczeniem praktycznym. Stary lis Massa wydaje się być kandydatem idealnym.

Pozostanie jednak po tym chyba lekki niesmak, jeśli Massa zdecyduje się na powrót do bolidów F1. Zakończył karierę w sposób wzbudzający ogromne emocje i pozytywne reakcje, były łzy na deszczu, wzruszenie, które nieco polegną w obliczu komercyjnego kąska.

Oj, bo Kubicę by wzięli Wink

 

 


Kubica znowu za kierownicą!

Robert Kubica pojedzie znowu na torze!

Polski kierowca wystartuje w 24-godzinnym wyścigu w Dubaju, gdzie poprowadzi samochód Porsche 911 GT3R, w barwach polskiego zespołu Forch Racing powered by Olimp. Kubicę będą zmieniać Robert Lukas, Marcin Jedliński, Wolfe Henzler i Santiago Creel.

Kubica oficjalnie potwierdził wiadomość na swoim profilu na Facebooku:

Wyścig odbędzie się w dniach 12-14 stycznia 2017 roku i jest organizowany przez holenderską firmę Creventic, która organizuje kilka podobnych zawodów endurance. Robert Kubica brał już udział w evencie tego organizatora, jechał w 12-godzinnym wyścigu w Mugello.

Życzymy Robertowi również z całego serca jak najlepszego roku 2017, najlepiej cały czas za kółkiem poważnych samochodów!

 


Nowy Rok to rok zmian w sportach motorowych

Niepostrzeżenie zapukał do nas Nowy Rok. Redakcja Tosport.pl życzy wszystkim wielu sportowych (i nie tylko sportowych) wrażeń, oczywiście samych pozytywnych.

Rok 2017 przyniesie nam prawdopobodnie wiele nowości i zmian w wielu dyscyplinach sportowych. Jedne z najbardziej spektakularnych czekają nas w sportach motorowych.

Przegrupowuje się Formuła 1 - po zmianach właścicielskich, prawa do zarządzania bolidowym ściganiem znalazły się w rękach Amerykanów. Koncern medialny Libery Media to gigantyczna instytucja finansowa i inwestorska, mająca w swoim portfolio niezliczone zasoby multimedialne, medialne, rozrywkowe, sportowe. Możliwości medialne Amerykanów są niemal nieograniczone. A Amerykanie to SHOW. Możemy więc spodziewać się, że Formuła 1 zmieni się nie tylko technologicznie, ale także wizerunkowo.

Juz teraz pojawiają się głosy, że nowy właściciel chce zmienić tradycyjny weekend wyścigowy w wydarzenie sportowo - rozrywkowe rozciągnięte na niemal cały tydzień, którego kulminacją będzie właśnie weekendowy wyścig najszybszych samochodów świata. Z pewnością możemy się też spodziewać, że wyścigów będzie więcej - a na pewno więcej ich będzie na terenie USA. Mówi się o Nowym Jorku, Los Angeles oraz Las Vegas.

Środek ciężkości przesunie się więc na pewno za ocean, a co to oznacza od strony sportowej, sponsorskiej, od strony przeróżnych grup nasisku - dziś ciężko zgadywać. Możemy sobie jednak wyobrazić również takie scenariusze, w których z Formuły 1 zaczną powoli wycofywać się europejskie koncerny samochodowe, takie jak Mercede i Reanult, a będziemy tam witać egzotyczne dla nas Chevrolety i Dodge, które z powodzeniem startują w amerykańskich seriach Nascar.

Chodzą również słuchy o zmodernizowaniu transmisji telewizyjnych, właczeniu w ich realizację nowoczesnych technologii takich jak trasmisje UHD/4K/HDR, przekazy oparte o wirtualną rzeczywistość. Nie trzeba chyba miłośnikom F1 tłumaczyć, czym byłaby możliwość przejechania wyścigu na żywo w goglach VR, oglądając przemykający obok nas świat oczami Fernando Alonso na torze Monza...

Z pewnością będzie to już niedługo zupełnie inna twarz nieco nudnawej Formuły 1, jaką znamy z czasów Berniego Ecclestone, zdziwaczałego staruszka, znanego miłośnika Adolfa Hitlera.

Formuła 1 będzie też przeżywać zmiany technologiczne - samochody mają być znacznie szybsze, zmieni sią aerodynamika, wróci tankowanie podczas wyścigu, a to na pewno zmieni układ stawki i będzie wyzwaniem dla dominującego ostatnio Mercedesa, któy dodatkowo mierzy się z problemem obsadzenia obu foteli kierowców po niespodziewanym odejściu Rosberga.

Zmiany napędzają również świat rajdów samochodowych - WRC, po wycofaniu się Volkswagena, szuka nowego lidera technologicznego, a czołowi kierowcy poprzesiadali się do konkurencyjnych samochodów. Sebastien Ogier będzie startował na pokładzie samochodu Ford Fiesta WRC, a to przynosi wiele spekulacji i nadziei na nowe wspaniałe widowisko. Samochody WRC również się zmienią - samochody będą mocniejsze, lżejsze, poprawi się ich aerodynamika. Wielu kierowców nie może się doczekać już tej edycji zmagań WRC.

Zmiany zawitają również do zmagań długodystansowych - przecież z serii Endurance wycofał się koncern Audi, który był jednym z filarów tego sportu już od lat. Managerowie WEC zamrozili przepisy do roku 2020, dając nowym zespołom i nowym pieniądzom szansę na łagodne wejście w świat opustoszały po rezygnacji niemieckiego koncernu.

Jednego natomiast możemy być pewni - na pewno niewiele zmieni się w piłce nożnej. Ta pełna skandali, przeżarta patologią organizacja jaką jest FIFA/UEFA trzyma się mocno swoich archaicznych zasad (braku zasad?) i paradoksalnie - pozostaje jedynym stałym elementem w zmieniającym się świecie sportu...